Aleksander hrabia Fredro
(*1793  +1876)


Aleksander Fredro hrabia herbu Bończa(urodzony 20 czerwca 1793 w Surochowie, zmarły 15 lipca 1876 we Lwowie) – polski komediopisarz, pamiętnikarz, poeta, wolnomularz. Tworzył w epoce romantyzmu.
olej herb
Aleksander hrabia Fredro   Herb Bończa

Urodził się 20 czerwca 1793 u stóp Karpat, w Surochowie niedaleko Jarosławia, w bogatej rodzinie szlacheckiej (niegdyś senatorskiej). Do Beńkowej Wiszni rodzice Aleksandra Fredry sprowadzili się w 1797. Nauki pobierał w domu rodzinnym, nigdy nie uczęszczał do szkół publicznych. 12 stycznia 1806 w pożarze dworu w Beńkowej Wiszni zginęła jego matka, Marianna Fredrowa. Ojciec, Jacek hrabia Fredro, przeniósł się wraz z nim do Lwowa.

Dalsze koleje losu przyszłego pisarza były następujące.


 
Aleksander Fredro był człowiekiem pełnym wewnętrznych sprzeczności: aktywny i zaangażowany w sprawy publiczne, szukał zarazem samotności i przejawiał skłonność do mizantropii. Ostatnie lata życia, naznaczone licznymi chorobami, spędził z dala od świata w ścisłym gronie rodzinnym. Powszechne przekonanie o jego erotomanii dowcipnie wyraził Maciej Szuszkiewicz:

"Gdy nie z powodu raka czy próchnienia kości,
lecz ogólnej utraty sil, więc ze starości
Umiera! Fredro — ojciec, nawet w przeddzień zgonu
Nic a nic nie utracił ze swego fasonu.
Lekarz, każdy w nim organ zbadawszy dokładnie,
Kiedy, czy go nie boli, przy każdym zagadnie
I wciąż to samo słyszy od swego pacjenta,
Że, ażeby go kiedy bolał, nie pamięta,
Zażartował, chcąc dodać starcowi otuchy:
— Ja tu nigdzie nie widzę awiza Kostuchy.
Dopóki ktoś o żadnym ze swych członków nie wie,
Póty zdrów, póty krzepkie w nim życia zarzewie. —
Na to Fredro z uśmiechem: — Bardzo to być może,
Ja bym jednakże wolał, kochany doktorze,
Żeby mi się nad ranem śród półsennych mrzonek
Naprzykrzał jak za młodu, ty wiesz, który członek."

Był autorem licznych i popularnych komedii obyczajowych z życia szlachty, głównie prowincjonalnej. Pisywał również wiersze, poematy, aforyzmy. Debiutował w 1817, jednak pozostał obcy problemom romantyzmu. Naraziło go to na ostre ataki ze strony Seweryna Goszczyńskiego i Leszka Dunina Borkowskiego, w wyniku których zaprzestał publikowania swoich utworów, pisując do szuflady przez ok. 18 lat. Wychowany w tradycjach oświecenia, był bliski L. Sterne'owi.
Od lat Fredro uchodzi w powszechnym mniemaniu za nieomal jedynego twórcę polskiej poezji obscenicznej. Jej wulgarność nosi niewątpliwy rodowód koszarowy i reminiscencje z wizyt w Paryżu, gdzie bywał częstym gościem w domu uciech. Nie wyszedł na tym zbyt dobrze, bo musiał po doświadczeniu tym intensywnie leczyć się w Wiedniu.
Sztuka jebania - ze zmienionym tytułem na Sztukę obłapiania - była pierwszym większym jego utworem obscenicznym wierszowanym wydanym drukiem. Najstarszy zachowany rękopis nosi datę 1817. Pierwsze wydanie: Suwałki 1926 (300 imiennych egzemplarzy) poprzedzono niepodpisanym esejem O Erosie w poezji Fredry. Do udokumentowanych utworów obscenicznych hrabiego Aleksandra należały:  Piczomira królowa Branlomanii (przypuszczalne spolszczenie dziełka Giovaniego Casti), Zaślubiny Idzi, Poselstwo Mojżesza oraz Próba cnoty, Ballada o Julisiu, Odpowiedż na list F. Boznańskiego i Ułamek z listu do Juliana Fredry.
Inne utwory obsceniczne przypisywane Fredrze jak np Ballada o świętym Bazylim (S.Podolski), XIII księga Pana Tadeusza (W.Zagórski), Mrówki, czyli spotkanie Tadeusza i Telimeny w Świątyni Dumania i zgoda ułatwiona za pośrednictwem mrówek (A.Orłowski), Baśń o trzech synach i królewnie Pizdolonie (S.Podolski) można z przekonaniem dziś skreślić z jego i tak niemałego dorobku obsceny.
Mimo ogromnej popularności jego twórczości frywolnej i obscenicznej, część utworów jest prawie nieznana. Myślę, że warto sie z nimi zapoznać choćby po to, by przybliżyć samą postać autora, którego życiorys mógłby służyć jako scenariusz filmowy.

Poczytajmy z innych źrodeł dalej:

"Najstarszy zachowany rękopis-czystopis nosi datę 1817. Pierwsze wydanie: Suwałki [Lwów] 1926 (300 imiennych egzemplarzy) poprzedzono niepodpisanym [Stanisław Kossowski] esejem O Erosie w poezji Fredry. Liczne wznowienia nielegalne. Wydanie oficjalne w opracowaniu Andrzeja Z. Makowieckiego, Białystok 1985, jest poważnie okastrowane: opuszczono 140 z 670 wierszy. Pełen tekst "suwalski" (wraz z ilustracjami) wznowiła Agencja Wydawniczo-Reklamowa "Format-AB", Warszawa styczeń 1990. Wydanie to dalece odbiega od tekstu oryginału znajdującego się we Lwowie, w bibliotece Ukraińskiej AN, opatrzonego przestrogą: "tylko do poważnej pracy naukowej": już w samym tytule "jebanie" zastąpiono "obłapianiem". Pół roku później ukazało się opracowanie Zbigniewa Dominiaka powtarzające "suwalski" tekst poematu. Wydanie z 1926 r. zawiera rysunki Eduarda (?) Guerarda, zaś to z 1990 ilustrował Szymon Kobyliński. Również nie później niż w 1817 r. Fredro napisał utwór Piczomira królowa Branlomanii, wydany w 1920 r. w Wiedniu [Lwów] w 500 imiennych egzemplarzach, ilustrowanych przez Kamila Mackiewicza. W 1990 r. ukazał się (bez podania miejsca i daty wydania oraz nakładu) powszechnie dostępny reprint edycji "wiedeńskiej". W tym samym roku Wydawnictwo Łódzkie "jawnie" przedrukowało tę samą edycję z ilustracjami Jana Opalińskiego. Uważa się Piczomirę za "spolszczenie" dziełka Giovanniego Casti.

W rękopisie pozostają erotyczne wiersze Fredry: Odpowiedź na list F. Boznańskiego (jego początek ogłosił St. Pigoń w Pismach wszystkich autora z uwagą, że "ciąg dalszy pisany z minimalną troską o artyzm wyrazu, a z wyłączną niemal o przeładowanie obscenami nie nadaje się do druku"), Ułamek z listu do Juliana Fredry, Ballada o Julisiu oraz Żal geometry.

Z odpisów tylko znana jest Baśń o królewnie Pizdolonie. Obok Sztuki obłapiania i Piczomiry bardzo popularny utwór Fredry, sądząc z wielości krążących odpisów i wydań nielegalnych, często ilustrowanych. Najobszerniejszą wersję zamieszcza "Inter pedes puellarum...", wydanie oficjalne Poznań 1991. Istnieją też odpisy poematu Poselstwo Mojżesza (wydanie oficjalne - kastrowane - w: A. hr. Fredro, Głupie gusta młodości, Łódź 1991, z ilustracjami Janusza Szymańskiego-Glanca) i komedii Zaślubiny Idzi (wydanej w Głupich gustach). Szereg erotyków Fredry znanych jest jedynie z tytułów.

Ponadto, podobnie jak było we Włoszech (z Aretinem) czy w Anglii (Rochester, Fanny Hill), nazwiskiem Fredry opatruje się wszelkie możliwe dawne obscena: Mrówki. Spotkanie się Pana Tadeusza z Telimeną w Świątyni Dumania i zgoda ułatwiona za pośrednictwem mrówek, Antoniego Orłowskiego, XIII księga Pana Tadeusza. Noc poślubna Tadeusza i Zosi oraz Ballada o mnichu Bazylim (wydana pod nazwiskiem Fredry w "Inter pedes puellarum..." i w "RotTen Life 4. Niezależne Pismo Z Wybrzeża", 1992, 100 egzemplarzy, z ilustracjami MABU, a pod nazwiskiem S. Podolskiego w jego Pyta nie błądzi, w nieco odmiennej wersji).

A. Fredro do Józefa Grabowskiego (20.XI. 1817): "W latach szalonej młodości napisałem dwa dzieła, które wiem, że by były w Twoim guście, jedno Sztuka jebania, poemat w IV pieśniach, do 800 wierszy; drugie Piczomira królowa Branlomanii, trajedyja w 3 aktach wierszem.

A. Fredro do J. Grabowskiego (13. X. 1822): "Dzieła podobne zawsze są i będą potrzebnymi dla młodzieży płci obojga (...) może byś i znalazł sposobność dania (...) jakiemu lipskiemu drukarzowi".

L. Dunin Borkowski (1842): "Ułożył on najprzód dla towarzyszów młodości swojej, uczestników wypraw, rozpustnych i płochych wybryczków, dramat wszeteczny pod nazwiskiem Piczomira, pełen tłustych dowcipów i rozuzdanej wesołości" (Zakrzewski, s. 39).

L. Jabłonowski (szwagier pisarza, po 1876 r.): "W Jadźwingach, Aleksander pisał wiele liryków w sposobie Węgierskiego lub Godebskiego, przepolszczał osławioną tragedię Abata Casti i w dosadniejsze barwy ubrał sztukę kochania" (Zakrzewski, s. 41).

S. Kossowski (1926): "Rdzeń pointy w obu utworach [Sztuka obłapiania i Piczomira] jednaki: odwieczny problem miłości, lecz nie tej literackiej stylizowanej w duchu epoki i estetyki tworzenia: ale miłości ludzkiej i prostej, odartej z zasłon pruderii, branej tak, jak ją bezpośrednio życie przynosi" (s. 8).

M. Szembekowa (wnuczka pisarza, 1927): "A co do dziadka, to chyba wiadomym jest faktem, że pragnąc przed ślubem swoim [9.XI. 1828] wycofać z obiegu i zniszczyć pewien swawolny erotyk, przetłumaczony podobno w pierwszej młodości z francuskiego, wykupywał skrzętnie kursujące a bardzo nieliczne rękopisy tegoż, płacąc po dukacie za sztukę" (Zakrzewski, s. 42-43).

S. Pigoń (edytor Pism wszystkich Fredry, 1955): konstatuje, iż go obscena - jako wydawcę - "tu nie obchodzą, jako utwory bez ambicyj, a zresztą i bez wartości literackich" (Zakrzewski, s. 43).

P. Zwoliński (1956): "Braku wartości literackich w obscenach Fredry wydawcy też nie dowodzą nawet słowem honoru (...). Ja natomiast ręczę słowem honoru, że te obscena mają nie mniejszą wartość artystyczną, niż wiele utworów zamieszczonych w skądinąd istotnie pomnikowej edycji".

J. Łojek (1965): "Osobiście uważam, że przynajmniej niektóre spośród skazanych na zapomnienie Fredrowskich >>obscenów<< są pod względem walorów ściśle formalnych znacznie doskonalsze od dziesiątków wierszydeł opublikowanych troskliwie w tomie XI, XII, Pism wszystkich".

S. Pigoń (1969): "Rzeczywiście, od lat utrzymuje się tradycja, że Aleksander Fredro w młodych latach pisywał utwory nieprzyzwoite - >>dobrym towarzyszom gwoli<<, ale nikt nie może powiedzieć, że tradycja ta jest dzisiaj w sposób dostateczny uchwytna. W bezpośrednich wypowiedziach autora, np. w jego listach, mieszczą się wprawdzie co do tego poszlaki, choć nie dość wyraźne" (s. 224).

K. Wyka (przed 1974): "Odrębną kwestię edytorsko-autorską stanowią poematy i wiersze obsceniczne Fredry (...). Pewne tytuły nawet zacytować się nie dadzą" (Zakrzewski, s. 51).

A. Banach: "W tym stuleciu [XIX] słynnym naszym erotologiem był Aleksander Fredro. Wtajemniczeni wiedzą, że Fredro pisywał wiersze nieprzyzwoite, a nawet sztuki. Przechowywano te utwory w odpisach, także w >>Ossolineum<< i istnieją nawet prywatne druki. Jednak, wobec osiemnastowiecznej erotyki dworskiej, ta erotyka szlachecka rozczarowuje, nie ma czaru, jest obozowo-żołnierska, dosadna, bezpośrednia, ciężka (...). Płci damskiej Fredro też nie szczędzi: tam, gdzie poeta dworski widział bobra, żołnierz Fredro znajdzie w najbardziej wykwintnej wersji >>kosmatkę<<. Zamiast aluzji słowa dźwiękonaśladowcze" (s. 77).

A.Z. Makowiecki (1985): "W całości poematu słychać słynny wiersz Fredrowski, potoczysty i klarowny (...). Jest tu wreszcie wiele trafnych, życiowo mądrych i płynących z osobistego doświadczenia frywolnej młodości spostrzeżeń. Przestrogi poety przed przypadłościami wenerycznymi oraz potępienie praktyk onanistycznych mogą nawet mieć (o paradoksie!) wartości umoralniające. Wszystko to okraszone przednim humorem, w parodystycznym kształcie klasycznego poematu dydaktycznego, którego wdzięk ujmuje wulgarności nawet najdrastyczniejszym opisom (s. 38-40).

Z. Kuchowicz (1989): "Autor dobrze wie, iż ekscytuje, równocześnie bawi się >>śliską<< tematyką. Poemat [Sztuka obłapania] napisany jest lekko, z przymrużeniem oka, równocześnie nader plastycznie, skrzy się od przedniego, Fredrowskiego dowcipu, zarówno sytuacyjnego jak psychologicznego. Fredro dołączył nim do listy znanych w kulturze autorów poradników, od Owidiusza poczynając. Klimatem, przywiązaniem wagi do fizjologii i anatomii przypomina utwory Jana Andrzeja Morsztyna, przede wszystkim zaś nawiązuje do erotyków Oświeceniowych, które jednak przewyższa m.in. znajomością życia intymnego, psychiki ludzkiej, bogactwem prezentowanych zachowań (...). Autor toleruje zachowania i gusta, które mogą zwiększyć podniecenie czy sprawność, lecz sam przedstawia się jako zwolennik normalnych stosunków heteroseksualnych. Niechętnie też widzi na przykład utrzymywanie z kobietami stosunków per anum. W Zaślubinach Idzi zamieszcza znamienne napomnienie: >>przez dupę nie obłapiaj, ucz się tej zasady<<. Wykazuje jednak całkowitą aprobatę dla rozmaitych sposobów pomagających rozbudzić partnerkę czy uzyskać z nią maksymalną rozkosz. Dotyczy to m.in. pieszczot manualnych i innych, pozycji w czasie stosunku (wspomina o występowaniu czterdziestu, z tekstu wynika, że w jego środowisku stosowano kilka). Sam przedstawia się jako zwolennik tradycyjnej, choć udoskonalonej pozycji leżącej twarzą w twarz lub też umożliwiającej działania w nagłych sytuacjach, jak np. w owych scenach ze służącymi" (s. 117-121).
Z. Dominiak (1990): "Przyjmijmy więc po prostu, że Sztuka obłapiania jest tym, czy jest, poematem  p o r n o g r a f i c z n y m, i nie udawajmy, że nim nie jest.  W y b i t n y m  l i t e r a c k o  p o e m a t e m  p o r n o g r a f i c z n y m" (s. 12)."